Czas wolny Nurkowy czas wolny

Wspomnienia Mirka Kierepki – część II

Chcąc nie chcąc zaczęliśmy od zwiedzania całego kompleksu fortyfikacji aby wybrać co najmniej 2 studnie do penetracji. Sprawa wbrew pozorom wcale nie była prosta. Wybór padł na studnie w Donżonie (co oczywiste – główna studnia-Legenda o talarze Fryderyka Wielkiego). Gdy wybudowano ogromną twierdzę górską na wzniesieniach Srebrnej Góry z rozkazu Fryderyka Wielkiego, trzeba było zaopatrzyć ją w wodę. W tym celu na poszczególnych bastionach i fortach zostało wykopanych siedem studni. Najgłębsza z nich mierzy 84 metry. Drążenie owych studni okazało się niezwykle kosztowne, gdyż musiano je wykonać w bardzo twardej skale gnejsowej.

Legenda głosi, że najważniejsza studnia wydrążona na Donżonie, miała być najdroższą ze wszystkich srebrnogórskich studni, a koszt jej budowy miał wynieść równo 999 999 talarów. Gdy król się o tym dowiedział, podszedł do studni, wyciągnął z kieszeni jednego talara i dla równego rachunku wrzucił go do studni. Moneta prawdopodobnie spoczywa na dnie studni do dnia dzisiejszego. – opracowano na podstawie T. Przerwa „ Opowieści srebrnogórskie”.

Drugą wybraną przez nas studnią była tak zwana studnia „studenta”, w południowej części kompleksu. Nazwa powstała na skutek nieszczęśliwego wypadku w 1983 r (śmiertelnego) któremu uległ ów student, wpadając do tej studni podczas penetracji podziemi.

Najpierw należało przygotować teren. W tym celu musieliśmy odnaleźć pod ziemią szyb wentylacyjny umieszczony nad studnią. Umieściliśmy nad nią trójnóg do przygotowania stanowiska alpinistycznego oraz elektrycznej wciągarki.

W międzyczasie inni z nas przygotowywali i porządkowali dojście do studni w kazamatach. Szczęśliwie dla nas w studniach umieszczone były ujęcia wody i tym sposobem mieliśmy prąd do oświetlenia miejsca akcji gdzie zamontowaliśmy lampę uliczną i wciągarkę elektryczną. Na czas nurkowań – przed Fortem czekała karetka pogotowia. Jak na tamten czas wszystko mieliśmy przygotowane perfekcyjnie.

Problem penetracji był o tyle skomplikowany, że lustro wody w studni „studenta” było na głębokości 10m od góry a w donżonie 20m, więc jak i do jednej tak i do drugiej musieliśmy przygotować zjazd alpinistyczny oraz stanowiska nad lustrem wody na którym miał czekać płetwonurek-ratownik. Zajęło nam to kilka dni. Zaczynamy od „studenta” gdyż z naszych pomiarów wynikało ,że jest płytsza.

repr 629_JCGdy oceniliśmy, że jesteśmy gotowi i wszystko zostało sprawdzone rozpoczęła się druga faza czyli przygotowania do nurkowania. Temperatura wody między 4-6°C sugerowała że za ciepło nie będzie. Dysponowaliśmy sprzętem z tamtego okresu czyli P-21,31 Mors, PR-27 Kajman, hełm Leszka Nowicza z łącznością, PW-2 (skafander) oraz skafandry piankowe.

W każdej ze studni były tz. żygacze czyli odwodnienia poszczególnych poziomów. Więc licząc je powinniśmy określić ile poziomów liczy fort. Z niemałym zniecierpliwieniem rozpocząłem przygotowania do nurkowania. Z dziesięć razy sprawdzałem sprzęt, utrwalałem w głowie plan nurkowania itd. Nareszcie Marek wydaje polecenie. W głowie przeplatają się różne myśli, co znajdziemy co będzie na dnie itd.

Pakuję się w moją piankę, zabieram nóż i głębokościomierz sprzęt ABC , szelki asekuracyjne i tak przygotowany staję w pobliżu studni. Teraz w swoje ręce zabierają mnie koledzy alpiniści – sadzają na ławkę bosmańską mocują „sznurki” i tak opatrzony zostaję opuszczony do studni. Jazda studnią nie trwała długo i już jestem na platformie nad samą wodą. Tutaj przesiadka i założenie zestawu Kajman, zabranie latarki i do wody. Brrr trochę przytkało – woda zimna jak szlag ale co tam dam radę. Poczekałem na partnera i jazda na dół. Gdzieś do dwóch trzecich studnia była murowana z cegieł reszta drążona w skale.

Widoczność rewelacyjna. Opadamy dość szybko – skarby – skarby kołatają się w głowie. Aż tu nagle wyłania się dno ! (ok 35 m) o boże ile skarbów – a tu rzeczywistość , wylądowaliśmy na – kupie cegieł. Oglądamy to dno centymetr po centymetrze i nic cegła za cegłą, próbujemy parę odkopać ale tam dalej też cegły. Cały misterny plan zdobycia skarbów poszedł się …… Rozpoczynamy wynurzenie. Na Głębokości ok 30 metrów zauważyliśmy wyjście do bocznego korytarza, zapamiętując ten szczegół wynurzamy się na powierzchnię. Oczywiście nikt wtedy nie słyszał o przystanku bezpieczeństwa.

Na górze tylko “no i co”, “no i co”, “mówcie” – no i g***o chciało się odpowiedzieć , ale rozumiejąc ciekawość reszty ekipy opowiadamy co zastaliśmy na dnie. Nie muszę mówić jakie ogarnęło wszystkich rozczarowanie. Pozostałe pary zanurkowały sztuka dla sztuki i tak zakończyła się penetracja pierwszej studni.

Na powierzchni w wieczornych Polaków rozmowach i analizie naszych nurkowań i przemyśleń doszliśmy do wniosku ,że przyczyną tak dużej ilości cegieł na dnie studni mogła być i na pewno była wizyta w tym miejscu wielu osób przeszukujących tereny fortu. My oczywiście też chcieliśmy to sprawdzić i z powierzchni rzuciliśmy cegłę. Ku naszemu zdziwieniu i zachwyceniu lecąca cegła w dół studni wydawała specyficzny gwizd a następnie odbijające się echo potęgowało dźwięk zetknięcia się cegły z wodą. Nie zapomniany efekt akustyczny.

repr 633_JC

Przekonani i nawzajem się wspierając stwierdziliśmy ,że w drugiej studni będzie czysto gdyż dostęp do niej był zdecydowanie utrudniony a i kazamata ze studnią była zamykana przez drzwi z kłódką. Tak znowu podbudowani przygotowujemy eksplorację studni w Donżonie. Pomni już doświadczeń organizacyjnych z pierwszej studni znacznie szybciej uporaliśmy się z założeniem stanowiska i przygotowaniem sprzętu do nurkowania. Kolejnego dnia zwarci i gotowi przystępujemy do nurkowania.

Tym razem zmieniliśmy kolejność zanurzenia i jako pierwszy ma nurkować Zbyszek Byrski na hełmie Leszka i zdawać ma relację na „żywo” co zastanie w tej studni. Zbyszek zapakowany w PW-2 i hełm oraz P-31 rozpoczyna nurkowanie.

W kazamacie zrobiło się cicho jak „makiem zasiał” – wszyscy chcą słyszeć przez radio co będzie po drodze i na dnie. Zaczęło się – Zbyszek stwierdza że „wizura” jest super i rozpoczyna nurkowanie. Jak wspominałem wcześniej zjazd to ok 20m i do dna z naszego pomiaru wynika 50m. Przejąłem „kierownictwo” na powierzchni – Marek musiał nas opuścić gdyż „wzywało” go szkolenie w Jastarni. Wracając do Zbyszka on także, jak i my podjarany chęcią znalezieniem skarbów.

Po chwili zaczęły się meldunki a to o widoczności, to o temperaturze to o żygaczach, słuchaliśmy tego mimowolnie ale cały czas czekamy tego co najważniejsze co na dnie ?!!! Nagle wszystkich nas zelektryzowała informacja – poczekajcie coś mam….o kurdę jakieś drzewce ….poczekajcie odkopię – mamy HALABARDĘ o i drugą i trzecią, śmiech, radość z dna płynąca i zaczyna się opis : pięknie kuta, ręcznie robiona, trochę przyrdzewiała ale super – to i my podpaleni – Zbyszek podwiązuj je do liny i wyciągamy.

Chwila cięższego oddechu, jakieś mocowanie i nareszcie komenda – wyciągać. Paru naszych „osiłków” dorwało się do liny i jazda wyciągać. Ustrojstwo trochę ważyło. Wszyscy wiszą nad tą studnią aby jak najszybciej zobaczyć te eksponaty, w domyśle to co jeszcze możemy wydobyć? Może talar Fryderyka?. Nagle, rozdzierający ciszę w kazamacie śmiech nas wszystkich odbijał się dudniąco po komnacie. Niektórzy z wrażenia wylądowali na spągu i po prostu wyli!!!

Okazało się, że te pięknie opisane pod wodą halabardy to zwykłe (choć dębowe) drzewce z zamocowanym do końca metalowym hakiem służącym swego czasu wojskom rosyjskim,( które przez ok 8 lat stacjonowały w tym rejonie – w tym również i w opisywanej twierdzy – czego tam szukali i co znaleźli tego niestety pewnie nigdy się nie dowiemy) do rozwijania linii łączności telefonicznej i podpierania ich właśnie takimi tyczkami.

fort

Śmiech był reakcją na to co Zbyszek opisywał tak plastycznie- a rzeczywistością. Kłania się tutaj jak można zauważyć klasyczny przykład narkozy azotowej. Zbyszek oczywiście po wynurzeniu został mianowany głównym Halabardnikiem naszego obozu i na jakiś czas załapał ksywkę „ HALABARDNIK” .

Oczywiście radości i wesołości nie było końca przy wieczornym ognisku. Na tymżesz ognisku stwierdziliśmy, że należy tu wrócić i podjąć się przeglądu i eksploracji podwodnego kanału ze studni „ Studenta” który pozostał w pamięci z początkowych nurkowań. Końcówkę obozu przeznaczyliśmy na eksplorację pobliskiej kopalni srebra i pływając w niedalekim jeziorku.

Rzeczywiście po paru latach wróciliśmy do tego projektu i z Jerzym Owsiakiem oraz TVP2 oraz Grupą Ratownictwa Specjalnego PCK zorganizowaliśmy powrót do Fortów ale to już inna opowieść.

Ciąg dalszy może nastąpi…

W składzie ekipy (na obozie) były Następujące osoby:

Kadra instruktorska:

Krystyna Paw – Strzelichowska
Marek Strzelichowski
Zbigniew Byrski
Mirosław Kierepka

Uczestnicy:

Wiktoria B, Halina Z, Urszula P, Iwona S, Tadek W, Krzysiek W, Olek W, Mariusz Ś, Marek P, Bogdan S, Piotr G, Darek P, Piotr B, Bogusław B, Irek R, Sławek N, Adam W, Jacek W, Jacek Wiercigroch,

Kolejność przypadkowa.

mkierepkastpMirek Kierepka  Instruktor płetwonurkowania od 1980 roku.Od ponad 35 lat związany znurkowaniem rekreacyjnym i zawodowym.Posiadacz najwyższych uprawnień z dziedziny nurkowania a w tym: Instruktor Nurkowania M3KDP/CMAS od 2004r. z szerokim zakresem dodatkowych specjalizacji.

Źródło: Tekst i zdjęcia zamieszczone dzięki uprzejmości autora oraz KDP CMAS

Czytaj także

Wgrywam....

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dalsze korzystanie ze strony oznacza wyrażenie zgody na wykorzystywanie plików cookies. Zgadzam się Czytaj dalej

Loading...